Apulia to region administracyjny w południowej części Włoch, zajmujący powierzchnię 19 348 km² i liczący około 4 miliony mieszkańców, z głównym miastem w Bari. Kształtem przypomina „obcas i ostrogę” charakterystycznego buta Półwyspu Apenińskiego. Rozciąga się wzdłuż południowo-wschodnich wybrzeży Adriatyku, od północnego Półwyspu Gargano po wybrzeża Morza Jońskiego na południu. Apulia jest jednym z kluczowych regionów rolniczych Włoch, specjalizującym się w uprawie winorośli, tytoniu, oliwek i lnu. Wiele osób odwiedza także ten region z uwagi na liczne miejsca, które warto zwiedzić. Zobacz, jak my spędziliśmy nasze pełne 4 dni w Puglii.
Dzień 1 – Matera
Pierwszego dnia przylecieliśmy z lotniska w Modlinie prosto do Bari. Stamtąd wypożyczyliśmy na lotnisku samochód (swoją drogą polecamy Sicily By Car – niska kaucja i zawsze bez problemów przy oddaniu auta) i udaliśmy się do Matery (około godziny jazdy samochodem). Historycy twierdzą, że pierwsi osadnicy osiedlili się tu około 10 tysięcy lat temu, co czyni Materę jednym z najstarszych miast na świecie. Przez wieki, jak mawiali Włosi, czas i Bóg zdawali się omijać to miejsce. Wyobraźcie sobie, że jeszcze w latach 50. XX wieku mieszkańcy żyli w jaskiniach, tłocząc się całymi rodzinami w ciasnych grotach i dzieląc przestrzeń ze zwierzętami. Życie w Materze naznaczone było licznymi chorobami, przedwczesną śmiercią, głodem i skrajnym ubóstwem, które były codziennością jej mieszkańców. Więcej na ten temat pisaliśmy jednak: TUTAJ.

Jakie miejsca polecamy do zobaczenia w jeden dzień?
Jeśli chcecie zrozumieć, jak wyglądało życie w Materze i dlaczego budziło tak duże emocje, warto odwiedzić jedną z udostępnionych jaskiń – tzw. Sassi. Szczególnie polecamy Casa Grotta, gdzie można zobaczyć ciekawą kolekcję dawnych narzędzi rolniczych i dokładnie odtworzone wnętrza, oddające klimat dawnego życia w jaskiniach.
W Materze jest wiele punktów widokowych – zgubienie się w labiryncie uliczek to część uroku. Nasz ulubiony punkt widokowy znajduje się przy kościele San Pietro Barisano w Sasso Barisano.
Idąc dalej, kościół Santa Maria di Idris to prawdopodobnie najpiękniej usytuowany kościół wykuty w skale w Materze. Znajduje się w charakterystycznej formacji skalnej, w której wnętrzu mieści się również krypta San Giovanni in Monterrone, słynna z fresków z XII wieku.
Wreszcie, most Tibetano della Gravina to wiszący most nad rzeką Gravina, łączący dwa brzegi doliny, ułatwiając przejście do najstarszych, prehistorycznych jaskiń oraz kościołów podczas pieszych wycieczek z Matery. Obszar ten, wpisany na listę UNESCO, znany jest jako Park Kamiennych Kościołów w Materze.





Gdzie nocowaliśmy? Gdzie zjeść?
Na nasz nocleg wybraliśmy SaxAurea i możemy śmiało go polecić. Piękne miejsce, położone w skale, bardzo przestrzenne, z jacuzzi w środku. Właściciele bardzo mili i pomocni, na miejscu czekała na nas butelka wina i niespodzianka w formie śniadania kolejnego dnia.
Co do restauracji zdecydowaliśmy się na szybki obiad w jednej z restauracji, które akurat były blisko w trakcie naszego spaceru po centrum Matery – Pane&Pomodoro, gdzie pasta była w porządku. Na wieczór natomiast chcieliśmy zarezerwować coś z widokiem na miasto, zatem padło na Il Terazzino. Pech chciał jednak, że tego dnia mocno wiało i cały nasz widok przysłoniły plastikowe przesłonki na okna. Jedzenie było jednak bardzo smaczne 🙂



Dzień 2 – Alberobello
Kolejnego dnia z Matery udaliśmy do Alberobello (około godziny trasy autem), czyli miasta słynnego z tzw. trulli, czyli charakterystycznych domków. Alberobello to niezwykłe miasteczko, w którym znajduje się niemal półtora tysiąca okrągłych domków trulli z charakterystycznymi stożkowymi dachami. Ich białe ściany są ozdobione licznymi doniczkami pełnymi kolorowych kwiatów. Nazwa Alberobello pochodzi od słów „albero” (drzewo) i „bellum” (wojna), co nawiązuje do historii miejscowości, gdyż dawni mieszkańcy produkowali broń dla swojego władcy, wykorzystując drewno z lokalnych lasów.
Historia tych nietypowych budynków jest wciąż tajemnicza – nie spotyka się ich nigdzie indziej w Europie, choć świetnie sprawdziłyby się w klimacie śródziemnomorskim. Dzięki specyficznej konstrukcji trulli latem zapewniają chłód, co jest nieocenione, gdy temperatury w Apulii przekraczają 40 stopni, a zimą dostarczają odrobinę ciepła. Według jednej teorii, trulli powstawały już w XV wieku, kiedy Ferdynand I zabronił chłopom budowy trwałych domów, argumentując, że władcy i zarządcy będą przenosić ich tam, gdzie będą potrzebni. Druga teoria mówi, że konstrukcja trulli pozwalała unikać podatków, które naliczano od wszystkich budynków – za wyjątkiem niewykończonych domostw, dzięki czemu mieszkańcy omijali opłaty.
W mojej ocenie Alberobello można na spokojnie zwiedzić w jeden dzień, spacerując między wspomnianymi budynkami. Dodatkowo warto udać się do Trullo Sovrano – miejsca, gdzie zapoznasz się z historią trulli.





Gdzie nocować i gdzie zjeść?
Nasz nocleg tym razem to Milestones Modern Suite Trullo. Ładny, czysty apartament, zlokalizowany w trullo, natomiast nieco dalej od tego centrum, gdzie znajduje się największe zagęszczenie domków. Plusem było jacuzzi mieszczące się na zewnątrz budynku.
Co do miejsc, w których warto zjeść – na obiad szukaliśmy pizzy i trafiliśmy losowo do Ristorante pizzeria L’arte del Gusto. Dopiero później sprawdziliśmy oceny na Google, natomiast w mojej ocenie są one trochę zaniżone (głównie z uwagi na oburzenie gości za koperto 3 euro za osobę). Sama pizza była OK. Natomiast wieczorem zachęceni wysokimi ocenami trafiliśmy do Coppino Alberobello. To miejsce możemy już wam śmiało polecić – tanie, lokalne makarony i bardzo miła obsługa. Całość trochę w formie włoskiego ,,fast-foodu”, ale pasta orecchiette (o której zaraz więcej omawiając Bari) była świetna.


Dzień 3 – Polignano a Mare i Monopoli
Kolejnego dnia ruszamy do Polignano a Mare (35 minut trasy autem), które słynie przede wszystkim z plaży umieszczonej pomiędzy skałami. Jest mała, zatłoczona i kamienista, więc nie nadaje się na dłuższy wypoczynek, ale jej malownicze położenie między dwoma klifami sprawia, że warto ją zobaczyć. Poza plażą, jest jeszcze małe centrum, które nawet w momencie, kiedy tam byliśmy (tj. koniec września) było mocno załtoczone.
Poza tym, Polignano a Mare to miasto, gdzie urodził się Domenico Modugno, autor utworu powszechnie znanego jako „Volare”. Mamy tam też jego pomnik. Za pomnikiem Modugno znajdują się schody prowadzące na skałę Piettra Piata, będącą doskonałym punktem widokowym na Polignano a Mare i plażę Lama Monachile. Dla nas miejsce do zwiedzenia w kilka godzin, trochę polataliśmy dronem i lecimy dalej, szukając nieco mniej turystycznych rejonów.





Ruszamy zatem zaledwie kilka kilometrów dalej (15 minut drogi autem) do Monopoli. Miasto mniej turystyczne, nieco tańsze, mniej zatłoczone. Nocujemy w Dimore Calatafimi i po zameldowaniu ruszamy na spacer wybrzeżem. Sama miejscowość jest bardzo klimatyczna, polecamy zwłaszcza port i pobliskie plaże (czerwoną, białą i czerwoną).






Dzień 4 i 5 – Ostuni i Bari
Ostatnie dwa dni to najpierw wizyta w białym mieście, czyli Ostuni (35 minut samochodem z Monopoli) i czterdziestominutowa podróż do Bari, skąd kolejnego dnia wieczorem wylatujemy do Polski. Usytuowane wysoko na wzgórzu, Ostuni jest jednym z najczęściej fotografowanych miejsc we Włoszech. Znane jako „la Città Bianca” – białe miasto – jest prawdziwą perłą Apulii. Już z oddali można dostrzec, jak majestatycznie wznosi się na wysokości ponad 200 m.
Centralnym punktem Ostuni jest Piazza della Liberta, gdzie stoi kolumna świętego Oronzo, patrona miasta. Wokół placu mieszczą się liczne sklepy z ceramiką, kawiarnie oraz małe restauracje, które przyciągają zarówno mieszkańców, jak i turystów. Miejsce bardzo ładne i estetyczne, do zwiedzenia w pół dnia.






Stamtąd już kierunek Bari – nocujemy w MiniApart Vico V. Natomiast główne atrakcje Bari znajdują się przede wszystkim w średniowiecznym starym mieście, pełnym urokliwych, wąskich uliczek i zabytkowych budowli. Najważniejszym z nich jest Bazylika św. Mikołaja, gdzie oprócz relikwii tego popularnego świętego znajduje się grób Bony Sforzy – polskiej królowej i żony Zygmunta Starego. Przez dużą część miasta biegnie nadmorska promenada z widokiem na Adriatyk. Na obiad polecamy Wam Mastro Ciccio i znane kanapki (burgery) z ośmiornicą, top!
W pobliżu zamku, w sercu starego miasta, leży ulica, którą miejscowi nazywają Strada delle Orecchiette. Przechodząc przez mały tunel, zobaczysz lokalne kobiety wyrabiają na ulicy makaron orecchiette, pozostawiając go do wyschnięcia na drewnianych stołach, zanim trafi do woreczków. Kupujemy kilka paczek makaronu na pamiątkę, do tego tradycyjnie magnesy i wracamy na lotnisko. Do tego możemy polecić Wam jeszcze piekarnię Santa Rita – miejsce z najlepszą focaccią w Bari. Pobiera się numerek i swoje trzeba odstać w kolejce, natomiast zdecydowanie warto!




